takiego stylu i grożącej mu zagłady wypłynęły jady Saint-Simona, wykrystalizowały się bezlitosne maksymy La Rochefoucaulda. - Ależ i lud ówczesny miał własną formę kultury, własne sposoby zbiorowego artystycznego wyrazu (poprzez obyczaj, „folklor"), własny system ekspresyjnych znaków. - Niewątpliwie, lud także stanowił społeczność mającą własny, dobitny styl. Lecz ów styl dojrzewał do ucieleśnienia się chyba tylko tam, gdzie na to pozwalały warunki materialne i przynajmniej względny margines wolności. Nie wydaje mi się, żeby chłopi z obrazów Le Naina potrafili wywieść trwałe dzieła sztuki ponad obręb swej nędzy.
Otóż dzisiaj w tych krajach, gdzie rysuje się problem kultury masowej, niknie tego rodzaju paraliżująca nędza; wszyscy prawie umieją czytać; kruszą się granice klas. Różnica jakościowa między starymi a nowymi laty! I tu wyłania się pytanie kluczowe: czy formy analogiczne do form bytowania dawnych elit, względnie dawnych niewielkich społeczeństw „zamkniętych", formy poniekąd artystyczne, to znaczy ujmujące życie w pewien wyrazisty „rytm" czy „wzór" - mogą stać się dzisiaj udziałem mas? Mówiąc ściślej: czy współczesne masy przemysłowe potrafią znaleźć takie formy bytowania, w których społeczne znaki, czyli wspólne, metaforyczne ucieleśnienia wartości - takie jak sztuka, liturgia, niektóre typy zabawy - włączą jednostkę w żywy kontekst społeczny? | |
|