Nigdy nie zapomnę zdarzenia,
Nigdy nie zapomnę zdarzenia, jakie miało miejsce w północno--wschodnich Chinach jesienią 1957, gdy zwiedzałem sady gruszowe tego rejonu z chińskim profesorem sadownictwa, moim starym przyjacielem ze studiów w USA. Podeszliśmy właśnie do drzewa odmiany Pingo-li, co oznacza „jabłko-gruszka". Jest to grusza rodząca duże owoce o kształcie trochę zbliżonym do jabłek. Mój przyjaciel jedną ręką zerwał owoc z drzewa, a w drugiej ręce miał gruszkę z tego samego drzewa, ale zebraną w poprzednim roku i przetrzymywaną przez 12 miesięcy w piwnicy. Potem schował obie ręce za siebie, pomieszał owoce i wystawił je z powrotem. „Poznaj teraz - powiedział - która jest tegoroczna, a która zeszłoroczna". Miałem duże trudności w zgadywaniu, gdyż gruszka rok temu zerwana zachowała swoją barwę i świeżość niemal bez zmian. To się nazywa wartość przechowalnicza odmiany. Miejmy nadzieję, że kiedyś w przyszłości geny powodujące wysoką wartość przechowalnicza Pingo-li połączą się w jakimś mieszańcu z genami wysokiej jakości owoców Faworytki czy Williamsa. Musimy jednak czekać na to bardzo długie lata. Krzyżowanie naszych grusz z gruszami chińskimi daje potomstwo o bardzo miernej jakości owoców, o bardzo miernym smaku. Trzeba będzie powtarzać krzyżowania u kilku czy nawet kilkunastu pokoleń, aby dojść do zamierzonego celu.
| |